Strona korzysta z plików Cookies, aby zapewnić Ci maksymalny komfort korzystania z serwisu oraz jego usług oraz dostosować treści do indywidualnych potrzeb użytkowników.
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza akceptację że będą one zamieszczane w urządzeniu końcowym. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia dotyczące cookies w swojej przeglądarce.

Polityka Prywatności    AKCEPTUJĘ

AFERA BOŃKOWA - WNYKI NASTĘPCÓW, ZEMSTA GÓRY CZY ZIARNO PRAWDY?

Dodał: Jan Nadolny
Data dodania: 20-09-2020 8:30
AFERA BOŃKOWA - WNYKI NASTĘPCÓW, ZEMSTA GÓRY CZY ZIARNO PRAWDY?

Od początku września, polski futbol - wyłączając powrót Ekstraklasy, a przede wszystkim europejskie występy Lecha i Piasta - przechodzi poważny kryzys. I może sytuacja nie wykraczałaby w żaden sposób poza normę, gdyby impas dotyczył jednej kwestii. Infekcja rzuciła się jednak na wiele organów, co uczyniło ją nadspodziewanie wyniszczającą.

Pozostawiająca wiele do życzenia gra reprezentacji, która tym samym ponownie rozdrapała dyskusję o bycie-niebycie Jerzego Brzęczka, jeszcze do niedawna zdawała się głównym problemem kibiców oraz PZPN. Jednakże po ostatnich doniesieniach, nasza federacja powinna bardziej niż o kadrę, zadbać o siebie. 

Niedoinformowanym spieszę z wyjaśnieniami. Otóż sprawa porusza się po orbicie wizyty Centralnego Biura Antykorupcyjnego w siedzibie PZPN, kręcąc się wokół osoby prezesa Zbigniewa Bońka. Stąd też moja tytulacja problemu „aferą bońkową”. Nie mam przy tym na myśli jedynie posady, którą sprawuje. Wobec niego skierowano poważne zarzuty - nepotyzmu, wyprowadzania na własne konto pieniędzy ze związkowej kasy oraz konszachtów z byłym pracownikiem Departamentu I MSW (rządowy wywiad z czasów PRL). Przejdźmy zatem do konkretów.

MIKROTEL I PLACZYŃSKI

10 września do związkowej siedziby już z samego rana zawitało CBA. Wizyta dotyczyła tzw. afery melioracyjnej, czyli 105 przetargów na kwotę 600 milionów złotych za rządów PO i PSL, o wątpliwym statusie zgodności z prawem. Jednakże nie był to jedyny powód. Według „Przeglądu Sportowego”, zamieszana we wspomnianą aferę fundacja All Sports Promotion założona przez oskarżonego Łukasza B., „mogła współpracować z PZPN przy różnych przedsięwzięciach, podobnie jak zajmująca się brandingiem bydgoska firma Mikrotel”. I tu pojawia się dziwny zbieg okoliczności, ponieważ właścicielami tegoż biznesu są Romuald oraz Marcin Boniek - odpowiednio brat i bratanek Zbigniewa Bońka. Fakt ten niewątpliwie stanowi furtkę do poważnych spekulacji. Pomimo iż federacja bezpośrednią współpracę z Mikrotelem prowadziła jedynie przez niespełna 13 miesięcy (od 23.08.2017 do 30.09 2018 roku), obecność rodzinnej firmy prezesa PZPN w kręgach opłacanych wykonawców bulwersuje. Co więcej, pozwala płynnie przejść do kolejnego zarzutu.

A są nim powiązania Mikrotelu z Lagardere Sports Poland (LPS). Francuski holding to bowiem oficjalny partner marketingowy PZPN. Firma Romualda i Marcina Bońków współpracuje z Lagardere od 20 lat, a francuski koncern z kolei współpracuje od wielu lat z PZPN. Niepokojący zbieg okoliczności stanowi jednak informacja, iż 20 lat temu, w zarządzie Michała Listkiewicza funkcję wiceprezesa ds. marketingu pełnił nie kto inny, niż Zbigniew Boniek. Są zatem podstawy do wszczęcia insynuacji, jakoby obecny prezes miał wówczas wpłynąć na związek Mikrotel-Lagardere.

Oliwy do ognia dolewa osoba prezesa LPS, Andrzeja Placzyńskiego. Jego postać niesłychanie polaryzuje. Dla jednych jest tym, który od lat znacząco przyczynia się do marketingowego boom PZPN, dla drugich - zdrajcą narodu, składową betonu, który hamuje rozwój polskiego futbolu, dbając wyłącznie o własne interesy. Dlaczego zdrajcą? Gdyż jak podaje „Gazeta Polska”, „w latach 1980-90 Placzyński był pracownikiem Departamentu I MSW, z czego ostatnie trzy lata służby spędził jako funkcjonariusz pod przykryciem w Wiedniu”. Prezesa Lagardere dodatkowo posądza się o podejmowanie działań wobec Jana Pawła II, na rzecz wywiadu PRL. Krótko mówiąc, obecność Placzyńskiego, słusznie czy też nie, jeszcze bardziej obciąża Zbigniewa Bońka.

GAZETA POLSKA I ODPOWIEDŹ BOŃKA

Przytoczony powyżej cytat nie był jedynym fragmentem, który dotyczył oskarżeń wobec prezesa PZPN. „GP” opublikowała szereg artykułów na temat Bońka, które bezpośrednio uderzały w jego osobę. Skutkiem tego był pozew sądowy, zakończony rocznym zakazem publikacji przez dziennik, informacji na temat prezesa polskiej federacji piłkarskiej. Decyzja sądu okazała się kolejnym zapalnikiem. Pojawiają się głosy o cenzurze prewencyjnej czy wykorzystaniu przez Bońka swojej pozycji i kontaktów do manipulacji wyrokiem. A to zarzuty zdecydowanie z rzędu tych najcięższych.

8 września, Zbigniew Boniek był gościem w „Porannej rozmowie” Roberta Mazurka w radiu RMF FM. W trakcie podcastu redaktor nie omieszkał pominąć żadnej z palących przesłanek. Prezes na każdą z nich udzielił dyskwalifikującej odpowiedzi. Zapytany o Mikrotel zapewnił, że firma nie poniosła żadnych korzyści majątkowych bezpośrednio od PZPN. Zapytany o Placzyńskiego oznajmił, iż jego rola ogranicza się jedynie do funkcji przedstawiciela firmy Lagardere i nie ma on żadnego wpływu na działania związku. W sprawie „Gazety Polskiej” odpowiedział, że dziennik „zrobił sobie codzienny serial z nieprawdziwymi informacjami”, a cała nagonka według niego była „zamówieniem”.

* * *

Przez 8 lat rządów, prezes Boniek był chwalony niemal z każdej strony, a o jego kadencjach jeszcze do niedawna mówiono jak o rewolucji i solidnych fundamentach do odbudowy potęgi polskiego futbolu.  Skąd więc tak nagły wysyp brudów na prezesa PZPN? Druga i zarazem ostatnia kadencja Bońka skończy się 18 sierpnia 2021 roku, gdy Walne Zgromadzenie Delegatów wybierze jego następcę. Być może ostatnie wydarzenia to początek kampanii anonimowych kandydatów, którzy w ten sposób próbują zmniejszyć szansę na wygraną protegowanego przez Bońka, Marka Koźmińskiego. A może pan prezes podpadł komuś z piętra wyżej, kto dokonuje jedynie swoistego samosądu, kierując wszystkim zza kulis. A może, porządek w federacji jednak był złudny. Może upchnięty w szafie bałagan w końcu się wysypał, pokazując prawdziwe oblicze Zbigniewa Bońka i jego zarządu? Pewne jest jedno, dotychczasowe przesłanki są zbyt rozmyte, by móc kogokolwiek oskarżać. Osobiście z utęsknieniem wyczekuję na powrót stanu, w którym największym problemem PZPN jest styl gry biało-czerwonych.

TAGI

Inne felietony